Jeszcze trochę pomęczymy Was australijskimi inspiracjami. Jest ich w naszym „szkicowniku” tyle, że wpychają się tu bez kolejki, pozostawiając bez szans 200 ( podobno) pozostałych państw naszego globu. My też broniliśmy się przed ich publikacją, zwłaszcza, że  niedawno  obiegły one niemalże wszystkie architektoniczne portale. Jesteśmy jednak przekonani, że i Wy tuż po  pierwszej chwili zachwytu wybaczycie  im ten tupet. 😉

Dziś opowiemy Wam historię pewnej czteroosobowej rodziny, która po ośmiu latach mieszkania w wąskim, ciasnym domu poczuła potrzebę powiększenia go. Dzieci wyrosły już zabawek, dziecięcych łóżeczek, wkraczały w wiek młodzieńczy. Zmieniał się typ całej rodziny dlatego i dom, chcąc być jej członkiem, musiał się do nich dostosować. Idea projektu wyrosła z otaczającej go okolicy. Wąskie, małe domki robotnicze stojące wzdłuż Moor Street, to tak naprawdę kamuflaż tego co dzieje się tuż za ich plecami. To niemalże ceglana feeria przeróżnych  dobudówek, które niby w chaosie tworzą wspólną przestrzeń wewnętrzną. W kontekście do otoczenia  architekci z  Andrew Maynard Architects, zaprojektowali rozbudowę składającą się z trzech brył, nadając im dodatkowo odmienny charakter.  Co ciekawe w tym domu ważni byli nie tylko jego mieszkańcy, ale również stojący tuż za domem klon. Wokół niego do tej pory toczyło się ich życie zewnętrzne, pokochali go tak mocno, że postanowili wcielić go w wewnętrzną przestrzeń domu, tworząc wewnętrzne patio ze dumnie stojącym po środku klonem. 

Ta  historia nie byłaby tak piękna, gdyby wszyscy aktorzy nie odegrali swojej roli. Rodzina, dzieci, dom, kontekst, drzewo i architekt, który uważnie wysłuchał pragnień wszystkich z osobna i napisał dla nich jedną z najpiękniejszą ze sztuk – Architekturę ! Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem i dziś dzielimy się nim z Wami:

http://www.homeadore.com/