Dziś piątek… Ten piątek, który dla wielu radośnie przypada po czwartkowym Bożym Ciele. My już od rana w pracy, ale pewnie wielu z Was, zasłaniając się wolnym dniem, leniuchować dziś będzie do woli. Łapiąc każdą beztroską chwilę oddychać będziecie wolnością, która na chwilę pozwoli Wam zapomnieć o problemach dnia codziennego. A  gdyby tak mieć takie miejsce do którego można zawsze uciec…Gdzieś niedaleko, tak by w każdej chwili, niezależnie od firmowego grafiku, móc schować się z rodziną. Dwa lata temu pokazywaliśmy Wam serię DOMÓW LETNISKOWYCH. Dziś dorzucimy do nich kolejny. Szukaliśmy go ponad trzy lata, miał być jednym z pierwszych wpisów na blogu,  ale może dobrze się stało… dziś oglądając go ponownie zainspirował nas do jeszcze innych przemyśleń. 

Ten dom mógł być jednym z wielu letniskowych domów, obok których przeszlibyście bez zachwytu. Prosty domek, który dostosowując swój rzut do wędrującego po niebie słońca, pozwala gościom spędzać czas zawsze tam gdzie jest go najwięcej. Swym układem odpowiada na minimalny zakres potrzeb jakie towarzyszą błogiemu lenistwu, które radośnie uprawia się w takich miejscach. I to mógłby być koniec tej historii, taką przestrzeń stworzyłby pewnie każdy…Ale czy każdy potrafiłby wyciągnąć z szuflady pomysł, którym architekci opakowali ten mały letniskowy domek? Ha – to jest dopiero patent. To jest dopiero sztuka kamuflażu. Tak się schować przed światem, że nie tylko problemy, ale on sam będzie miał trudności by nas odnaleźć. 🙂 A przecież to takie proste ! Skopiować otaczającą dom zieleń, niczym lustro odbić ją na ścianach domu i tworząc sztuczne tło dla tego co prawdziwe sprawić, że nawet przestrzeń nie poczuje się osaczona. Tak ważne jest, by ciesząc się życiem nie robić tego kosztem innych… Nawet, a dla nas architektów, może właśnie zwłaszcza, kosztem otaczającej nas przestrzeni. Ktoś powie, zwykły baner, coś takiego czym tu się zachwycać. Może zwykły, może sztuczny, a może to jedyny sposób by zachować panującą tu od lat harmonię?

I tu moglibyśmy postawić już kropkę, ale jedna rzecz nie daje nam spokoju…

To nasza przestrzeń wokół. Nawet tu koło nas z dnia na dzień jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne właśnie takie sztuczne twory. Banery, reklamy,plakaty…Jeden sąsiad kopiuje pomysł od drugiego i każdy kawałek wolnej ściany oddaje w ręce reklamy. Nawet w naszej małej dzielnicy przy głównych drogach zaczyna powoli brakować wolnych ścian, każda krzyczy do nas promując coś co w żaden sposób nie ma związku z tym z czego wyrasta. Co gorsza, wieszane tam gdzie sięgnie drabina, każda w innym formacie, kolorze atakuje nasze poczucie wolności.  Czy taki miszmasz może być skuteczny? Czy faktycznie zwraca się koszt popsucia przestrzeni? Ech…temat rzeka…A wystarczyłoby zrozumieć jak bardzo niszczy to naszą przestrzeń, jak ten chaos powoduje bólu głowy, jak męczy oczy, jak… Może wtedy zamiast krzyczeć nieudolnie skomponowanym kontrastem poszukalibyśmy jednak tej sztuki kamuflażu, którą udało się stworzyć architektom domu poniżej. Może wtedy nie musielibyśmy uciekać z miasta…Może wystarczyłoby iść na spacer, by poczuć odrobinę wolności ? Może…

Architekt: Hansa Murman Architect

Źródło: http://es.urbarama.com/