W poprzednich wpisach zaprezentowaliśmy Wam dwa małe drewniane domki, które powstały na prośbę dzieci. Dla architektów, to właśnie dzieci – mali klienci – były najlepszą inspiracją. Ich potrzeby, choć wydawałoby się, że zapożyczone z bajek, były proste i oczywiste. Dzieci potrafią opowiadać świat w sposób, który my, mniej lub bardziej świadomie, porzucamy przekraczając wiek pełnoletni. 

 101123-TOWER-SK_Page_01_full-002101123-TOWER-SK_Page_01_full-001

Czemu o tym piszę? Spójrzcie na rysunki powyżej. To znów dziecięce marzenia o nowej przestrzeni. Tym razem historia jest jednak zupełnie inna. Te architektoniczne szkice, kreślone radosnym postrzeganiem świata powstały nie na prośbę, ale pod wpływem rozmów z architektem. Autorzy – rodzeństwo bliźniaków, uważnie wsłuchiwało się w dialog jaki prowadzili ich rodzice i architekt. A były to długie pełne pasji rozmowy o sprawa znacznie szerszych niż sam dom. Tematem głównym była oczywiście rozbudowa domu, ale to słowa, które padały pomiędzy typowo projektowymi zdaniami stały się prawdziwą bazą przyszłego domu. Nim do tego dojdziemy spójrzcie na rzut:

Istniejący budynek przestał wystarczać rodzinie z dwójką ośmioletnich bliźniaków. Ich marzeniem było,by dom nie tylko powiększył swoją powierzchnię, ale by współgrała w nim rodzina, sztuka i natura. Powierzchnia owszem podwoiła się, ale w jaki sposób ! Architekt Andrew Maynard pod wpływem rozmów z klientami zabawił się formą i rozbił nową przestrzeń na kilka brył.  Poznawszy rodzinę wydawało mu się to naturalne, a ja myślę, ze zrobił to z wielką sztuką. 🙂 Co fajniejsze każda bryła ma inne proporcje i niczym pod wpływem dziecięcego psikusa ustawiona  jest prostopadle do sąsiedniej. Takie proste, a jakie efektowne. I jeszcze to połączenia zwykłej blachy i gontu…Robi wrażenie prawda?;)

Ten projekt doskonale odzwierciedla, że projektowanie, zwłaszcza to dotykające istniejących budynków, to dla nas architektów pewna gra, zabawa w której łączymy wszystkie elementy w całość. Tradycje z nowoczesnością, funkcje z estetyką, słońce z cieniem, spokój z gwarą, relaks z pracą, wodę i energią i tak bez końca, aż wszystko ułoży się w logiczną całość. I ten moment, w którym okrywamy, że rysujemy bez ograniczeń, jak dzieci, ciesząc się wyłaniającą się przestrzenią. Bezcenne ! Myślę, że przy tak udanej współpracy, zaufaniu ze strony klienta, Andrew Maynard miał takich momentów na pęczki.

I na koniec zostawię Was z jeszcze jednym zdaniem do przemyśleń. Ktoś, gdzieś, na którymś portalu skrytykował ten dom, że jest niepraktyczny, że za odważny, że zwariowany, że budowany pod dzieci, że one zaraz dorosną i rodzice zostaną z tą ” dziwaczną” przestrzenią, że to projekt na chwile, na kilka lat. Patrzę na ten dom i wciąż uśmiecham się do siebie i zadaję sobie pytanie: Jakie wspomnienie z dzieciństwa daje ta przestrzeń tym dzieciakom, czy nie buduje najwspanialszych, pełnych radości wspomnień? I czy podstawą naszego dorosłego życia nie są właśnie wspomnienia z dzieciństwa? Czyż to nie one kształtują to kim dziś jesteśmy? Te dzieciaki zdecydowanie pójdą w dorosły świat radośniejsze.Czy choćby dlatego nie warto ryzykować i budować taką pełną fantazji przestrzeń. 🙂

Tower-House-by-Andrew-Maynard_784_4

Z zewnątrz:

Wewnątrz:

A tu zobaczcie jaką wygląda praca architekta:

Architekt: Andrew Maynard

Źródło:  http://www.dezeen.com , http://divisare.com/ ,  http://www.ignant.de/