Za ten wpis może zmyjecie mi głowę. Nie będzie dziś ani pięknie, ani przyjemnie. Jednak średnio dwa razy do roku mam ochotę, zamiast do toalety, wylać tutaj czarną wodę, która jest moim odwiecznym koszmarem. Ale zacznijmy od początku.

Jedenaście lat temu wykańczaliśmy wnętrza naszego domu. Z pomocą rodziców kupiliśmy stary, rozwalający się dom.  Był plan, były marzenia, a sama budowa trwała dwa lata. Nie pisaliśmy o tym nigdy wcześniej, ale my również wprowadziliśmy się do domu z portfelem cieńszym o 90 000 zł.

Rozbiórka trwała dwa tygodnie. Fundamenty, parter, piętro – kolejny miesiąc.

W styczniu 2005 w jeden dzień na domu pojawił się dach. A tuż za nim nasza córka. 🙂 Euforia sięgała sufitu. Młodzi architekci świeżo po studiach wiją swoje gniazdko na kolejne lata.

Wykańczaliśmy się półtorej roku. Skończył się kredyt, pieniądze z wesela, trzeba było szukać oszczędności gdzie indziej.

I wtedy….

Tuż przed wprowadzką, na ostatniej prostej popełniliśmy szkolny błąd, z którym, a raczej po którym chodzimy każdego dnia. Jaki?

MATOWE KAMIENNE PŁYTKI PODŁOGOWE !

Na co dzień wyglądają tak. Niewinny zbrudzony beż. Dokładnie takie oglądaliśmy w sklepie.

Stały na półce w salonie w Katowicach. Śliczne (choć dziś zdecydowanie wybrałabym inny odcień). Wybraliśmy je razem z AWXem, kosztowały 45 zł / 1m2 i mieściły się w naszym portfelu. Obok nich stały takie same, ale jakby z drugiego sortu, w tym samym kolorze i 1,5 raza droższe.

W dniu zakupu okazało się jednak, że ktoś w sklepie, przy pierwszej wizycie, wprowadził nas w cenowy błąd i ceny były na odwrót. Nie stać nas na płytki za 69zł. Nie było wyjścia, płytkarz czekał już z klejem w dłoni. Czas naglił, krótka telefoniczna narada, głębokie westchnięcie i tańsze płytki wylądowały w bagażniku.

Już w domu wiedzieliśmy, że to będzie porażka. Płytkarz kiwał głową, ale nie dawaliśmy za wygraną . Może nie będą się tak brudzić jak nam się wydaje. Jakoś to będzie.

I nie jest !

Od 11 lat nienawidzę tych płytek okrutnie. AWX się z nimi pogodził. Fakt, pięknie trzymają w pionie stawiające pierwsze kroki dziecięce nóżki. Ale tony zniszczonych- brudnych skarpetek, które po jednym dniu są czarne nie dają mi spać po nocach.

Próbowaliśmy już wszystkiego. Chemia do kamienia, żrące środki czyszczące, odkurzacze z wodą, impregnowanie, nic nie pomaga. Raz, dwa razy do roku spędzam od 5-8 godzin na to, by wyszorować 250 płytek.

Tak spędziłam tez wczorajszą sobotę. Tym razem moim orędziem w walce z płytkami okazała się zwykła Soda Oczyszczona. Wykupiłam cały jej zapas w sklepie za rogiem i wczoraj od godziny 18-23 domyłam ledwie 110 płytek. Moje zakwasy sięgają jak stąd do Honolulu, a to przecież dopiero połowa roboty.

Dam radę, będą wyglądać lepiej. Ale ostrzegam – zwłaszcza AWX-a: Robię to ostatni raz ! 🙂 Na wiosnę kładziemy panele ! Piękne dębowe – wymarzone. A ten wpis niech będzie dla nas swoistą obietnicą. 🙂

A dla Was niech będzie przestrogą. Przy wybieraniu materiałów ; Zastanówcie się dwa razy. Nie ścigajcie się z czasem, bo płytkarz, stolarz czy Wigilia. Za błędy płaci się podwójnie. Jesteśmy tego najlepszym dowodem.

Jest niedziela 8 rano. Parzę kawę i schodzę do podłogi. Przede mną jeszcze 140 „lekko” przybrudzonych płytek.

Zostawiam Was z tym wpisem, ale jeśli macie ochotę wesprzeć mnie w szorowaniu –  podzielcie się Waszymi błędami. Może pomogą w decyzjach projektowo- wykończeniowych innym. Wszystkich błędów – brudów tego świata nie popełnimy sami, lepiej uczyć się od innych. 😉

Miłej niedzieli !