Spójrzcie dziś w niebo !

blask-słońca-na-niebieskim-niebie

Spójrzcie dziś w niebo ! Dziś nie wypada nie spojrzeć. W tak szczególnym dniu, którego pozazdrościć nam mogą całe pokolenia, my sami mamy tą niepowtarzalną możliwość czuć się wyjątkowi. Ja sama nigdy nie przypuszczałam, że będę mieć przyjemność obcowania z świętością. Dlatego dziś, tu w miejscu gdzie zostawiam sporo siebie, nie może go zabraknąć. Spotkałam go w życiu kilka razy. No tak, nic dziwnego, przecież mieszkam w miejscu, gdzie nie raz zostawił serce swoje.  To jednak ciągle było za mało, więc  pozwalałam mu zaglądać w życie moje w różnych częściach Polski. Dziś opowiem Wam o jednym takim spotkaniu, które opowiadam już naszym dzieciom, opowiadać będę wnukom, a one mam nadzieję poniosą je dalej. Czemu o nim tu piszę ? Bo zapewne razem ze mną pamięta je każdy były student Wydziału Architektury, Budownictwa, Inżynierii i wszystkich pozostałych, który dokładnie 15 lat temu miał okazje wspólnie ze mną je przeżyć. 

Spotkało mnie wówczas coś wyjątkowego. Papież, ten, który do tej pory odwiedzał mnie w rodzinnym mieście, postanowił zajrzeć w me studenckie progi i zawitać do Gliwic. W miejscu, w którym nigdy wcześniej bym się go nie spodziewała. Przygotowań nie było końca, spotkanie zaplanowano na lotnisku Areoklubu w Gliwicach, w stronę którego wychodziło okno mojego ulubionego pokoju w DS Rzepicha , 413.

15 czerwca 1999 roku, wszyscy ruszyliśmy na spotkanie z Papieżem. Radość i ta frajda wspólnego przeżywania tego święta, zaprowadziła na lotnisko wszystkich studentów, ba nawet tych, którzy jeszcze kilka dni wcześniej siebie samych o to by nie podejrzewali. A na lotnisku, oj jak tam było wesoło. Takiej ilości braci studenckiej to nawet nasze gliwickie Igry nigdy nie zebrały.  Mawialiśmy wtedy, że to największa impreza na jakiej przyszło nam się wszystkim spotkać.  Oczekiwaniom nie było końca, każdy nadlatujący samolot podejrzewany był o wyjątkowość. Ale ani w pierwszym, ani w drugim, trzecim i następnym z kolei Papież nie przyleciał. Nie zapomnę nigdy tej chwili gdy okazało się, że się rozchorował i się nie pojawi. Msza święta odbyła się bez niego, jego słowa czytane innym głosem słuchaliśmy z uwagą, ale czegoś było brak. Tłum  powoli przygarbiony powrócił do swoich zajęć. Byliśmy w trakcie lub tuż przed sesją. Przed nami kolejne nieprzespane noce przed oddaniem projektu, tysiące stron do przejrzenia przed egzaminem ze stali i ten brak, brak tej mocy, na którą czekaliśmy we wtorek 15.

Stało się jednak coś nieprawdopodobnego. Pamiętam to jak dziś, gdy w nocy z 16 na 17 czerwca do pokoju wpadł kolega Michał i powiedział, że za niecałe 12h Papież pojawi się znów w Gliwicach. Stuknęliśmy się w głowę, nie wierząc w ani jedno jego słowo. Toż to przecież wiadomo, jakie żarty trzymają się studentów architektury, których czasem potrafi ponieść zbyt wybujała fantazja. 🙂 A jednak Michał miał racje. Nie uwierzycie co się wtedy stało. Padło tylko jedno hasło, trzeba obudzić Gliwice, trzeba zwołać studentów, przecież będzie wstyd gdy Papież przyleci na puste lotnisko. Biegaliśmy od pokoju do pokoju, od akademika do akademika. Chłopaki pobiegli rozstawiać bramki, przecież na lotnisku nie było już śladu imprezy sprzed dwóch dni. Czuliśmy się tak wyróżnieni, że o nas pomyślał, że nie poleci bez spotkania z nami. Wiedzieliśmy, że musimy zrobić wszystko, by mu się odwdzięczyć. Targaliśmy prześcieradła, zasłony i firany. Jako artyści mieliśmy tego farta, że o pierwszej w nocy byliśmy doskonale przygotowani do tworzenia sztandarów, banerów, którymi podziękujemy mu za pamięć. STUDENCI KOCHAJĄ PAPIEŻA – baner na pół korytarza czekał już na występ. Nikt chyba wtedy nie spał, no może niewiele. I znów czekanie na lotnisku. Nie trzeba było rozglądać się zbytnio , by przekonać się, że dziś 17 czerwca jest nas znacznie więcej.

JP II

I przyleciał. Ach gęsia skórka zaraz przejdzie na laptopa. 😉 To było tak wyjątkowe. Był tylko 20 minut, uśmiechnął się do nas tak, jak tylko ON to potrafił. I po prostu z nami pogadał. Tak zwyczajnie, tak jak Ojciec. Brak mi słów, by opisać jak się czułam stojąc tam w tłumie. Magię tej chwili podarował tylko nam, studentom i mieszkańcom Gliwic. Wtedy dał nam też najlepszą lekcję życia. Nie musiał tego mówić, od tamtej pory dobrze wiem, co nam w ten sposób powiedział. Na coś dobrego zawsze warto cierpliwie czekać. Że to kiedyś przyjdzie i nie koniecznie wtedy kiedy wydaje nam się, że powinno.

A potem odleciał. Nie zgadniecie dokąd. Do moich rodziców, do Częstochowy. Nie wiem ilu studentów miało tego dnia takie wzruszenie w sercu jak ja. Ale…. ach jakby to było wczoraj….

I może mało dziś tu Architektury. Za to ile budujących człowieka wspomnień. Życzę Wam w tym dniu, abyście zawsze umieli znaleźć fundament pod budowę swojego życiowego spokoju. Z pomocą takiego Architekta dusz jak Jan Paweł II to po prostu musi się udać.

A TAK SIĘ NAM ZE SOBĄ PRZYJEMNIE ROZMAWIAŁO:

Dialog Papieża z kilkusettysięcz­nym zgromadzeniem

na lotnisku Aero­klubu Gliwickiego 17 czerwca 1999

– Niech żyje Papież!

– Bóg zapłać za waszą  świętą  cierpliwość  dla  papieża.

– Dużo zdrowia!

– Widać, że Ślązak cier­pliwy i twardy. Ja bym już z ta­kim papie­żem nie

  wytrzymał.

– Wytrzymamy!

– Ma przyjechać, nie przyjeżdża. Potem znowu ni ma przy­je­chać, przy­jeżdżo.

– Nic nie szkodzi!

– No to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spo­koj­nym sumie­­niem

  od­jadę do Rzymu.

– Zostań z nami!

– Witaj doma!

– Jeszcze pojadę Matkę Boską Częstochowską prze­­pro­sić i ze spo­koj­nym

  sumieniem odjadę, bo mi Ślązaki z Gliwic przebaczyły.

– Zostań z nami!

– Bogu dzięki, że choć padać przestało.

– Nie padało!

– Ale w Krakowie padało.

– Zostań tutaj!

– Wyście zawsze lepsi.

– Kochamy Ciebie!

– Bogu dzięki za choć tyle. Na drugi raz zoba­czymy.

– Jeszcze więcej!

– Mówią, że mam już jechać.

– Zostań z nami!

– Ślązaki umieją śpie­wać. Wystarczy przypo­mnieć sobie te nie­szpo­ry

  na Górze Świętej Anny. Bóg wam zapłać. Szczęść Boże!

– Szczęść Boże!

– Przyjedź znowu!

– Do zobaczenia!

……………………………………………………………………………………………………………………………………………….

I na koniec zobaczcie jak On nas teraz widzi.  

Czyż nie pięknie w tej naszej Polsce !

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Źródło zdjęć z 1999r : http://www.dziennikzachodni.pl

 

3 komentarze

  1. Filip pisze:

    Z góry świat lepiej wygląda niż z dołu:)

  2. tmlody pisze:

    Filipie masz absolutną rację. Na pewno ten dzień wielu z nas na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.