O Architektach, Klientach, relacjach i pewnej rozbudowie

Jak tu teraz, po tak uświęconym poprzednim wpisie, przejść do porządku dziennego. Nic nam tu teraz nie pasuje, wszystko jest takie jakby za małe. Może nie trzeba odkładać na bok JP II, tylko po prostu pójść jego kluczem. W takich wyniosłych chwilach On dobrze wiedział jak rozładować atmosferę, by zrobiło się bardziej ludzko. Jak, ha rozluźnić się i puścić coś żartem. Dlatego nie czekamy już dłużej i puszczamy najstarszy żart o architektach jaki znamy. Wielu z Was zna go z autopsji 😉

Spotyka się dwóch architektów po latach. Nie widzieli się od studiów. Pierwszy jest z dzieckiem.

– Twoje? – pyta architekt nr 2
– Tak moje – odpowiada dumny architekt nr 1 spoglądając na swoje cudne dziecię
Na co ten drugi patrzy, ogląda i mówi bez pardonu:
– Ja bym to zrobił inaczej !
 

Ba, a pewnie, że inaczej. Bardzo dobrze, że inaczej. W dodatku z inną partnerką. 😉 A gdyby nawet z tą samą, to to byłby zupełnie inny związek i urodziło by się z niego zupełnie inne dziecko. Czyż nie tak samo jest z Architekturą. Dwie strony spotykają się. Tworzą relację, ze sobą z otoczeniem. Obie się potrzebują i biorą garściami to co ta druga strona daje.  I powstaje owoc jedyny w swoim rodzaju. Nikt nie jest w stanie powtórzyć go kropka w kropkę. Ile udanych spotkań architektów z klientami tyle dobrych koncepcji, projektów wizji. Dla nas każdy temat jest jak kolejne dziecko. Lubimy patrzeć jak rośnie, jak się rozwija. Od samego początku marzymy by było idealne, choć czasem zdarza nam się popełnić błędy, to godziny spędzone nad jego wizją są dla nas bezcenne. A dziecko to dziecko, jeśli włoży się w nie serce, to zawsze będziemy dumni.

Dlatego tak bardzo dziwimy się, że ten świat idzie na skróty. Ludzie pędzą i w tym pośpiechu wybierają szybkie, nie zawsze przemyślane decyzje. A jeśli nawet poświęcają sporo swojego czasu na znalezienie idealnego domu i całymi wieczorami wertują katalogi z gotowymi domami, to nigdy do końca nie są pewni czy dobrze wybrali. Często przychodzą do nas zdruzgotani, że nie ma na świecie domu dla nich. A to przecież takie proste…. Architektura nie rodzi się przypadkiem, ktoś musi dać jej początek…

A wyobraźcie sobie sytuację, co by było gdyby jeden architekt przyszedł do drugiego. Powiecie katastrofa, nigdy się nie dogadają. A ja poznałam w ostatnich dniach kilku architektów, którzy chyba by mnie rozgryźli. 😉  Doskonale umieją wczytać się w człowieka ! Mam też to szczęście, że mam w domu dwoje własnych architektów, którzy rozumieją mnie bez słów. 😉

I jeśli do tej pory, w 416 wpisach nie przekonaliśmy Was do tego, że warto podjąć to ryzyko, to nie pozostaje nam nic innego, tylko namawiać Was dalej. A jak ? Najprościej jak to możliwe 🙂

Dlatego swoim zwyczajem pokażemy Wam teraz kawałek domu. Takiego „starego pryka”, którego ktoś postanowił połączyć z młodszą nieco bardziej szaloną architekturą. 😉 Ciekawi co z tego wyjdzie? Przyjdźcie tu wieczorem, będzie w kolejnym wpisie. Zobaczycie jak architekci tej rozbudowy podjęli wyzwanie. Pewnie Wy zrobilibyście inaczej, ale w tym przecież tkwi cała frajda projektowania !

Oto on:

1 Response

  1. Dorcia pisze:

    Z doświadczenia wiem, że wszyscy architekci to wielcy mądrale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.