Na pierwszy rzut oka ten dom ma więcej wad niż zalet.
Brak wiatrołapu. Wejście prosto do salonu – dokładnie naprzeciw telewizora. Brak balustrady. Surowy, nieotynkowany beton. Drewno na elewacji miejscami zniszczone. Do tego stoi tuż przy ulicy, bez ogrodzenia, jakby prywatność była luksusem zupełnie nieznanym jego właścicielom.
Każdy, kto spojrzy na niego powierzchownie, pomyśli jedno:
„To nie jest dom dla mnie”.
Ale gdy przyjrzysz się bliżej, coś zaczyna się zmieniać.
Te same surowe materiały, które wydawały się nieprzyjazne, zaczynają budować charakter miejsca. Beton łapie światło i cień, a drewno – nawet to nadgryzione przez czas – przestaje być wadą i zaczyna opowiadać historię. Układ wnętrz, który wygląda jak prowokacja, nagle okazuje się bardzo świadomą decyzją.

Gdy spojrzymy na rzuty, okazuje się, że ten dom wcale nie jest tak ekstrawagancki, jak mógłby się wydawać.
Jego plan jest zaskakująco prosty – niemal idealny kwadrat 13 × 13 metrów. Układ jest czytelny i logiczny: przestrzeń dzienna zajmuje centralną część domu i została podzielona na dwie strefy – wewnętrzną i zewnętrzną, które płynnie się przenikają. Do domu wchodzi się przez delikatny podcień, a budynek jest przeszklony na dwie strony, co wprowadza mnóstwo światła i łączy wnętrze z ogrodem. Choć salon wychodzi na ulicę, prywatność mieszkańców chroni zieleń, której wzrost wyznacza betonowe wysunięcie fasady, a zieleń staje się naturalnym ogrodzeniem.
Poza salonem na parterze znajdują się tylko trzy pomieszczenia: gabinet, łazienka oraz pomieszczenie gospodarczo-techniczne z tyłu aneksu kuchennego – i to wszystko. Brak dodatkowych korytarzy, zaułków, zakamarków, pokoi czy garaży – tyle i aż tyle było potrzebne, by wygodnie żyć mieszkańcom.
Nie ma tu architektonicznych fajerwerków ani skomplikowanych form – to spokojna, racjonalna kompozycja, którą można łatwo zrozumieć już po kilku sekundach patrzenia na rzut.



By zrozumieć ten dom najpierw należy spojrzeć na mapę. Ten dom powstał w dalekiej Argentynie. Panuję tu inny klimat, inna kultura, inne zwyczaje, przepisy. Oglądając projekty domów w internecie, często powierzchownie, nie zwracamy uwagi na to gdzie powstał.
Ale podobnie jest, gdy pokazujemy swój projekt lub dom innym – w realu czy online. Padają komentarze typu: „Brak wiatrołapu? Zimny, surowy beton! Drewno takie stare?” – i często słyszymy wprost: „W takim domu chcesz mieszkać? – Czarno to widzę…”

Sama pamiętam, jak po przeprowadzce do nowego domu, którego główną część zbudowaliśmy z rozbiórkowej cegły, a na suficie pozostawiliśmy surowy beton, wielu gości współczuło nam, że już mieszkamy, a jeszcze czeka nas tynkowanie. 🙂 To już wtedy dało nam do myślenia, że możemy mieszkać blisko, a różnić się tak bardzo, jakbyśmy byli z dwóch różnych krajów.

Siła Black House autorstwa V2 Arquitectos tkwi właśnie w tym, że to nie dom, który próbuje pasować do wszystkich oczekiwań. Ani taki, który można ocenić z perspektywy swojego życia, swoich przyzwyczajeń i swojej kultury. To dom dla konkretnych ludzi, w konkretnym miejscu, w konkretnym klimacie. Ale także dla tych, którzy potrafią dostrzec wartość w surowości materiałów, w logicznym, prostym układzie i w przestrzeni, która pozwala żyć po swojemu.

Bo dobre projekty domów nie próbują zadowolić wszystkich. Są odpowiedzią na życie tych, którzy w nich mieszkają. Warto więc czasem przestać pytać przypadkowych ludzi w internecie i spojrzeć na dom oczami jego mieszkańców. A potem zadać sobie jedno proste pytanie: czy ten dom naprawdę pasuje do Was – czy tylko spełnia oczekiwania innych?
A jeśli Wy podczas projektu lub budowy domu spotkaliście się z ciekawymi komentarzami – podzielcie się nimi pod tym wpisem!














Architekt: V2 Arquitectos
Powierzchnia: 250m2
Projekt: 2019r.
Lokalizacja: City Bell / Argentyna






